Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2026

pierwszy dzień urlopu

 rozpoczęłam porannym koszmarem sennym o tym, że choroba wróciła i mną rządzi. Ja wiem, że to sen i choroba nie wróciła w rzeczywistości, jednocześnie nie jestem w stanie sama sobie z nią poradzić. Obudziłam się zmęczona walką i z poczuciem ulgi. Każdorazowo rozmowy w realu dzień przed o niej wywołują takie śnienie, sprawdzone und powtarzalne. Przespałam się z wiedzą wyniesioną z randki i choć to nie są dla doświadczonej osoby prawdy objawione, w czasie spotkania patrzyłam na interlokutora jakby przez filtr. Rozmowa się toczyła naturalnie, ja zbierałam z niej dane i równocześnie analizowałam: czy interesujący rozmówca to dobry materiał do związku? Wróciłam do domu w dobrym nastroju, zadowolona ze spędzonego czasu, nawet po drodze wstąpiłam po kurczaczki z KFC dla syna; ale doświadczenia bym nie powtórzyła, nie mówiąc o wchodzeniu w znajomość głębiej. Mimo deklaracji w trakcie spotkania, że pan chętnie by je powtórzył, zniknął z radarów i nie odezwał się do tej pory, co mnie utwierd...

cóż

udowodniłam sobie wiaré w to, że istnieją w przestrzeni kulturalni, zadbani, inteligentni mężczyźni bez nałogów. Natomiast... no właśnie, jest natomiast i jest ono ze mną związane, z tym co napisałam dwa posty wcześniej. Czy to w ogóle jest mi potrzebne? Poza tym w pracy posprzątałam sobie biurko przed urlopem. W czwartek praca zdalna, więc mam nadzieję - na totalnym luzie,w piątek w pierwszy dzień urlopu będę trzymać się z dala od służbowego maila, bo nadszedł ten czas w życiu, gdy bardzo cenię sobie work-life balance.

zwrot wydarzeń

 W czasie czerwcowego pobytu na portalu dałam telefon jednemu panu, byliśmy nawet umówieni, ale sytuacja z pierwszą randką i wiadomość od L. tej nocy tak mnie emocjonalnie rozwaliły wtedy, że odmówiłam spotkania. Gdy półtora tygodnia temu wróciłam na portal, pan mnie wypatrzył z powrotem, skontaktował się i nagle wczoraj ponownie zaprosił na kawę. Konto z powrotem mam zwieszone, ale w drodze "starej znajomości" szybko postanowiłam zrobić wyjątek. Ciekawe, co z tego wyjdzie.

portal, czyli coś mi się porobiło

 Przez ostatni tydzień miałam konto na portalu randkowym. I chyba stało się coś w mojej głowie, czego wcześniej jeszcze do końca nie nazywałam. Otóż uświadomiłam sobie, że mężczyźni zaczęli mnie nudzić.  Patrzyłam na profile i miałam momentami dość osobliwe wrażenie: jacy oni wszyscy są jacyś… nieciekawi, zaniedbani, zdesperowani (tu przepraszam panów za określenie). Nie w sensie, że każdy z nich jest złym człowiekiem. Raczej w sensie tego całego przedstawienia: kolejny pan szuka kobiety, kolejny chce „poznać kogoś wyjątkowego”, kolejny pisze o podróżach, rozwoju osobistym, gotowaniu albo sporcie. I ja patrzę na to wszystko i myślę: naprawdę mam poświęcać temu swój czas? Kiedyś prawdopodobnie patrzyłabym na to inaczej. Byłaby ciekawość, nadzieja, może ekscytacja. Teraz przede wszystkim widzę koszty. Już wiem, czym jest związek. Nie wiem wszystkiego o każdym możliwym człowieku, oczywiście, ale wiem bardzo dużo o funkcjonowaniu w związku. Wiem, co oznacza wpuszczenie drugiej oso...

jestem starą babą

 bo mam w sobie autentyczną radość, kiedy znajduję w dyskoncie masło w promocji. Do tego mam swoją szafkę w kuchni, a w niej na każdej z półek osobno nieużywane kubki do herbaty, osobno szklanki do zimnych napojów, osobno kubki do herbaty w użyciu i osobno filiżanki do kawy. Komentuję na głos i przestawiam, gdy ktoś ze zmywarki odłoży naczynie nie na tę półkę. Przyjaciółka, u której byłam wczoraj, wyznała, że jeszcze do niedawna wieszając pranie, spinała brzegi klamerkami na każdą sztukę para koniecznie w tym samym kolorze. Ot, mamy sobie takie małe dziwactwa. Tymczasem ściągnęłam hybrydy i pomalowałam włosy na beż.

dzisiejsza rozmowa z synem

 przyniosła taki efekt, że przypomniał mi, że mam codziennie 15 minut moczyć stopy w wodzie z solą epsom. Zgadaliśmy się na temat mojej choroby i wyszło na to, że sposobem na remisję jest całkowita regularność w przyjmowaniu leku, a stąd już było blisko do wniosku, że mikronawyki budują całe efekty. I przypomniał mi o zaleceniu podologa.  Bo jakoś się zaniedbałam przez tydzień w tej kwestii. Za oknem pada i czuć miłe ochłodzenie powietrza. Jutro przychodzi fachowiec od bram garażowych, zapowiadał się też inny fachowiec od napraw domowych - a więc: o, szczęście niepojęte, już się cieszę na te roboty! W środę odbiór plastiku, szkła i papieru - i tu drugie szczęście, bo od półtora tygodnia po parę worów ze sprzątania piwnicy i bieżących odpadów czeka. Odmówiłam dzisiaj kieliszka szampana i poczytuję to za sukces. Zrzuciłam prawie 3 kilo.

tyle miłości panią otacza

 Dawno, dawno temu robiłam badania w poradni i nie mając z kim zostawić dzieci, przyprowadziłam je ze sobą. Pani z poradni na ten widok, może przez fakt wiedzy o mojej rozwodowej przeszłości, powiedziała "Tyle miłości panią otacza". I dzisiaj czuję miłość w swoim życiu, nawet tę erotyczną - bo przecież jak orzekła przed laty blogowa koleżanka "do orgazmu facet nie jest potrzebny". L. powiedział mi kiedyś, że starożytni Grecy mieli kilka różnych określeń na miłość, z których każde opisywało inny rodzaj uczucia.  Eros - miłość romantyczną, namiętność, pożądanie i silne przyciąganie drugiej osoby. Jest związany przede wszystkim z atrakcyjnością fizyczną i emocjonalnym zauroczeniem. To właśnie ten rodzaj miłości najczęściej kojarzymy dzisiaj z zakochaniem. Eros może być niezwykle intensywny: człowiek zaczyna często myśleć o drugiej osobie, odczuwa silną potrzebę bliskości, fascynację jej wyglądem, głosem, zapachem czy sposobem bycia. Eros jest jednak również najbardziej...

sierpień

 Sierpień taki jak dziś wydaje mi się być ładniejszy od lipca. Niebo bez chmurki, całe w błękitach. W brzozach delikatnie widać szum wiatru, poza tym cisza. Siedzę na tarasie, nie włączyłam nawet muzyki. Piję kawę i wodę z plastrami pomarańczy i cytryny. Kupiłam kolejny kapelusz dla siebie i czajnik elektryczny do nowego domu dla przyjaciółki. Miałam dzisiaj zamiar oglądać trzeci sezon "1670", ale jest zbyt ładna pogoda, by siedzieć w murach. Zwłaszcza, że mam dzień wolny od pracy. Po półtora tygodniu przeglądania rolek na Instagramie doszłam do wniosku, że to jednak nie dla mnie: wzorce życia zbyt idealne, a najstarsza grupa wiekowa, do jakiej się odnoszą, to Millenialsi.  Więc siedzę sobie i wolno płyną mi myśli. Bardzo wolno przepływają przez głowę pomysły na ogród i taras: tu z jednej strony oglądam plamoodporne obrusy ogrodowe, z drugiej strony zastanawiam się, czy lepiej by nie było zeszlifować drewniany stół i od nowa pomalować go lakierem takim, jakim maluje się łodzi...

pozytywny dzieñ

sfinalizowałam spotkanie ze znajomym z przeszłości. Było to króciutkie spotkanie, ale cel został osiągnięty: zapewnienie dalszego dbania o wspólne interesy.  W ogrodzie sezon na podlewanie nowości w pełni, biegam więc z wężem, ale od dziś za każdym razem zakładam kapelusz. Słomkowy (a koleżanka w pracy zaśmiała się, że słomiane kapelusze nosiły chłopki w polu, a prawdziwe damy miały zupełnie inne kapelusze, z jedwabi i piór). Wprawdzie w "Nocach i dniach" chłopki w kapeluszu nawet słomianym nie uświadczysz, może koleżanka ma wspomnienia z lat młodzieńczych. Wczoraj syn mi włączył film na Youtube, ponoć młodzi ludzie coraz mniej piją alkoholu (ale czy nie idą w inne używki?), częściej znajdują rozrywkę przy wspólnych posiłkach albo planszówkach. Moje dzieci są tego dowodem, wprawdzie w planszówki nie grają ale a) syn starszy - "piłem, jak miałem 15 lat, teraz mi to nawet nie smakuje" b) syn młodszy "nie chodzę na imprezy, bo byłem dwa razy i za każdym razem częs...

niedziela leniwa

 a ja obudziłam się jak zwykle o szóstej. Obejrzałam "Wizę na miłość" (guilty pleasure, ale jak oglądam, to widzę siebie z przeszłości), wypiłam kawę, nawet dwie i posadziłam w ogrodzie zakupione wczoraj hibiskusy bagienne. mam nadzieję, że się przyjmą, choć jak się okazuje, potrzebują dużo wody i specjalnie dla nich musiałam rozciągać węża i biegać z tym wężem z tyłu i przodu domu (jednego hibiskusa posadziłam od frontu, drugiego tak, by mieć widok z tarasu na tyłach ogrodu). Zanim nadszedł czas jogi, właściwie chciało mi się spać z powrotem.  Oprócz oczyszczania piwnic czyszczę też zamrażarkę - tuż przed pięćdziesiątką doszłam do wniosku, że nie potrzeba mi w nim trzymać wielu zapasów mrożonek, stanowczo lepiej jest robić zakupy na bieżąco, zwłaszcza w obliczu nagminnie zdarzającego się faktu, że gdy ja coś akurat rozmroziłam, syn zgłaszał ogarnięcie obiadu we własnym zakresie (czytaj: kurczaczki z KFC albo stripsy z McDonald's).  Wczoraj wieczorem wyskoczyłam na zakupy...

odzyskałam wpływ na życie - przestałam żyć na czekanie

 otóż dyskutuję sobie z Chatem GPT na temat moich wpisów (wklejam je od jakiegoś czasu i każe mu analizować jak psycholog). To cudowna rzecz, gdy maszyna w uprzejmy sposób odnosi się do moich spostrzeżeń. Napisałam jej ostatnio, że czuję, że odzyskałam kontrolę nad życiem, a Chat mi na to, że pełnej kontroli nie da się nad nim mieć, bo zawsze wpływają na nas decyzje innych osób, które są niezależne od nas, ale ponoć maszyna "widzi" w moich wpisach, to co ja czuję - że nie reaguję na sposób: negatywny bodziec-reakcja, lecz mam realny wpływ na swoje życie. Czuję może nie to, że świat zaczął być bardziej przewidywalny, ale bardziej mogę reagować w sposób, jaki jest słuszny dla mnie. Ostatnie jedyne wydarzenia, które zakłóciły moją równowagę, to próba randkowania z Sympatii w pierwszej dekadzie czerwca i jednoczesna prośba o wspólne zamieszkanie u mnie dokonana przez L. Chat psychologiem nie jest, ale zna pewne schematy zachowań i pewnie dlatego tak trafnie ocenia. Wszystkie małe...

powoli do przodu

 audyt przeszedł do fazy właściwej, oby przed moim wrześniowym urlopem udało się go zakończyć. Garaż w piwnicy też wygląda sporo lepiej. Część szpargałów udało się wywieźć na PSZOK, poza tym wyrzuciłam dwa wielkie wory nie wiadomo czego, co zalegało jeszcze od czasów małżeństwa i starannie pozmiatałam podłogę. Przy okazji wyszło na jaw, że posiadamy na stanie żarówki - a ponad miesiąc korzystaliśmy z łazienki na dole bez górnego światła, bo nie układało się po drodze jechać do Castoramy. Bardzo widać było Pannę jako znak zodiaku (były mąż), bo wyrzucone gadżety pozornie były starannie posegregowane w milion pudełeczek i słoików z opisami typu: "łańcuchy do żyrandoli", "gałeczki do szafek". Skoro nie sięgnęłam po nie od 20 lat, na pewno już nigdy bym po nie nie sięgnęła. Teraz na tapet chcę wziąć pralnię, pomieszczenie za pralnią (też z niezłym bajzlem i ostatnio porządkowane chyba w 2010) oraz spiżarnię. Wymyśliłam, że nie muszę tam wchodzić na pół dnia, a powo...

sprzątam garaż

 jak w temacie. Umownie mam dwa garaże - jeden na zewnątrz jako osobny budynek i garaż używany do parkowania samochodów, drugi w piwnicy domu (bóg mnie chwilowo pokarał stanem niemyślenia w czasie budowy i mamy z niego kompletnie nieużyteczny wyjazd z podziemi na tył podwórka). Jeden i drugi garaż używany jako składowisko rzeczy przeróżnych, w tym takich jeszcze z czasów budowy. Przeprowadzałam już akcję odgracania garażu, ale wtedy nie miałam serca do pozbycia się wszystkiego, czego nie używałam od lat (ach, ta idea przydasi), teraz chcę być bardziej skuteczna, choć obawiam się, że zajmie mi to wieki, zakładając, że dwa razy w tygodniu będę mogła wywozić bagażnik rzeczy na PSZOK. Dzisiaj poprosiłam synów o załadowanie do bagażnika zawartości dwóch półek (wiem, mogłabym to zrobić sama, ale przecież mam dwóch młodych mężćzyzn w domu) z zamiarem jutrzejszej porannej wizyty na tymże PSZOK-u. Przy okazji znalazłam ślady próbowania wprowadzenia porządków w piwnicy przez eksmęża w postac...