pierwszy dzień urlopu
rozpoczęłam porannym koszmarem sennym o tym, że choroba wróciła i mną rządzi. Ja wiem, że to sen i choroba nie wróciła w rzeczywistości, jednocześnie nie jestem w stanie sama sobie z nią poradzić. Obudziłam się zmęczona walką i z poczuciem ulgi. Każdorazowo rozmowy w realu dzień przed o niej wywołują takie śnienie, sprawdzone und powtarzalne. Przespałam się z wiedzą wyniesioną z randki i choć to nie są dla doświadczonej osoby prawdy objawione, w czasie spotkania patrzyłam na interlokutora jakby przez filtr. Rozmowa się toczyła naturalnie, ja zbierałam z niej dane i równocześnie analizowałam: czy interesujący rozmówca to dobry materiał do związku? Wróciłam do domu w dobrym nastroju, zadowolona ze spędzonego czasu, nawet po drodze wstąpiłam po kurczaczki z KFC dla syna; ale doświadczenia bym nie powtórzyła, nie mówiąc o wchodzeniu w znajomość głębiej. Mimo deklaracji w trakcie spotkania, że pan chętnie by je powtórzył, zniknął z radarów i nie odezwał się do tej pory, co mnie utwierd...