Posty

reminiscencje

 czasem mam jeszcze momenty, dumam sobie łagodnie nad tym, co by mogło być, gdyby fakty i zachowania innych były inne. Nie tak, że ubolewam nad życiem, które mam, ale zastanawiam się, jakie by ono mogło być, gdybym ja i inni dokonywali innych wyborów. Czy byłby rozwód? A może doszłoby do niego z innych przyczyn? Czy poświęciłabym kilka lat na relację z L., gdyby rozwodu nie było? Nie jest to możliwe sprawdzić, musiałaby dwie mnie z identycznym stanem wiedzy o sobie i relacjach żyć równoległymi życiami, a gdzieś w trakcie spotkać się i wymienić doświadczeniami. Nie do zrobienia. Zadzwoniłam dzisiaj do L. zapytać, jak z pracą. Wydaje mi się, że na pewnym poziomie wie, co było przyczyną mojego odejścia, ale jeszcze jego świadomość nie jest gotowa na  mój sposób widzenia jego osoby. Jest to dla niego po prostu bolesne, a może po prostu dla niego to etap żałoby po związku - wyparcie. Zadzwoniłam też do przyjaciółki, generalnie po to, by dowiedzieć się, jak idzie budowa domu; ale "p...

brzozy już gubią liście

 i spadają z nich te suche płatki, które wiatr roznosi mi po całym podwórku i które dostają się nawet na dywaniki w samochodzie. Z dziećmi obejrzałam Konfiturę, który teraz pokazuje na Youtube filmiki z łapania surroniarzy. Do dzisiaj "surron" był to termin mi nieznany, jest to elektryczny motocykl, który wymaga prawa jazdy, OC, rejstracji i poruszania się po drogach publicznych; a jak to na Konfiturę przystało - wyłapał, że jest masa dzieciaków, które jeżdżą na tym nielegalnie. Bardzo pouczający odcinek, obejrzałam z zainteresowaniem. Potem zajęłam się otoczeniem - ostatnie przęsło mam pomalowane, uporządkowane wejście do domu, skoszoną trawę. Rodzina kosów razem z podrosłymi pisklętami o poranku grzebie w trawniku to u mnie, to u sąsiada. Kosmos zabrał mi dwa złote łańcuszki (za cholerę nie umiem sobie przypomnieć, gdzie je schowałam), natomiast w zamian w pewnym schowku znalazłam zabunkrowane 110 euro... 

"technologia kosmiczna"

 myślę sobie za każdym razem, gdy obserwuję, jak odkurzacz-robot podjeżdża do stacji ładującej. Posprzątałam sobie za łóżkiem i tym samym otworzyłam sezon na decluttering, po polsku: "odgracanie". W zamiarze przejść codziennie po domu i wyrzucić kilka nieużywanych rzeczy, na bok kładąc sentymenty. Odgracanie przeprowadzałam już ze dwa lata temu, pozbyłam się mnóstwa szpargałów, a i tak ciągle jest ich za dużo. Przyroda jednak sama też potrafi zagubić przedmioty: szukałam dzisiaj dwóch łańcuszków; choć przejrzałam wszystkie miejsca, które przyszły mi do głowy, przepadły jak kamień w wodę.  Wcześniej spontanicznie pojechałam do galerii handlowej, w efekcie mam na sobie nowe kolczyki i w szafie nową bluzę, a dzieci dostały fastfood w ramach obiadu.  Zawodowo mam zrobione 2/3 dodatkowych prac lipcowych, czuję spokój, tym większy, że jedna z gadatliwych koleżanek jest na urlopie i w biurze panuje wspaniała cisza. 

przestało padać

 więc wzięłam się za prace ogrodowe: obcięłam przekwitłe firletki i skosiłam trawniki. Jutro chciałabym trochę poplewić, może synom uda się złożyć wetykulator, to może spróbowałabym przejechać nim trawnik reprezentacyjny, czyli ten przed domem. Do tego mamy zaproszenie na grilla do babci dzieci, więc weekend zapowiada się udany.  Odstawiłam zupełnie pieczywo (choć uwielbiam bułki z pestkami dyni i chleb "całe ziarno" z Biedronki) i nagle okazało się, że w ciągu dziesięciu dni spadło mi dwa kilo, z powrotem mam płaski brzuch i jakoś przestałam zatrzymywać wodę. Mam nadzieję, że jeszcze chwila moment i będę z powrotem widzieć piątkę z przodu na pomiarze wagi.  Kiedy dzisiaj szykowałam obiad, zadzwonił "pan pyta o działkę w Laskowie" - tak zapisałam sobie kierowcę lawety z końcówki czerwca, który podstępnie wyciągnął ode mnie numer telefonu i próbował zapełnić pustkę w życiu umawiając się ze mną na zapoznawczą kawę. Ja nadal nie chcę z nim na tę kawę iść, zresztą już w...

cząstka wiedzy

  Dzisiaj zawodowo dokształciłam się w pewnym temacie, który u jednego z klientów wypłynął z 5 lat temu i widzę, że działałam w błędzie - aczkolwiek byłam tego nieświadoma. Hm. Człowiek jednak całe życie się uczy. Nic to, w tym roku mam jeszcze czas na pracową naprawę tego zagadnienia, wiem już, co mam do poprawy i postaram się to zrobić niebawem. Nie wchodzę w szczegóły - raz, że nie jest to nic związanego z "modnymi" tematami jak na przykład kredyty, podróże i psychologa, dwa - dla każdej osoby spoza zawodu jedno wielkie nieznane przez nieznane, rzecz dotyczy sposobu ujęcia leasingu osobno dla celów podatkowych, osobno dla celów bilansowych, zapisy mam w porządku, ale do podatku wyliczenia złe, może na przełomie lipca i sierpnia spróbuję do tego podejść praktycznie i zrobić poprawki. Wczoraj rzecz się stała niesamowita, mój tato drugi raz w tym miesiącu mnie pochwalił: "wyszedł Ci obiad". Ha ha, cieszę się, zwłaszcza że nie ma już wstawek w rodzaju "kobieta w...

kiełkowanie i dyssymulacja

  Trawa po podlewaniu wykiełkowała w ostatnim bastionie, dokładnie tym, który ze dwa lata temu opryskując chwasty na ścieżce z kostki brukowej potraktowałam round upem. W tym tygodniu codziennie ma padać, więc chyba nie będę musiała podlewać (ulga dla portfela). Jedyne prace ogrodowe, które do końca wakacji mam w planach, to koszenie. No, chyba że mi się w głowie coś usra uroi. W pracy jak w pracy, coś tam z audytorem popycham do przodu, więcej zajmuję się sprawami bieżącymi, trochę luzu, trochę nerwów, dzisiaj nawet poczułam ścisk żołądka w oczekiwaniu na rozmowę z audytorem, co dało mi do zrozumienia, że lepiej koncentrować się na jednym źródle problemów (praca), niż mieć ich więcej. Z piątkowej rozmowy z L. wynikało, że dzisiaj ma umówioną wizytę do lekarza medycyny pracy. Jestem ciekawa wyniku, ale nie chcę do niego dzwonić dzisiaj. Może wyślę mu maila, ale też nie dziś - po powrocie po latach Mandaryny i Wiśniewskiego Internet został zalany falą memów, co robić, gdy najdzie c...

spotkanie trzech pokoleń

  Ogród ma się lepiej, zostało tylko jeszcze jedno miejsce, w którym trawa jeszcze nie wykiełkowała. Podlewam trawniki dwa razy dziennie, więc spodziewam się milionów za wodę, ale jestem myśli, że warto ponieść ten koszt. Krzewy - jak myślę - przyjęły się, nawet hortensja przeżyła. Ja - jak nie ja - zamiast kupować jak zwykle ciuchy, kupiłam sobie wertykulator i mam zamiar go używać już wkrótce. We wtorek wpadłam na pomysł, by na sobotę zaprosić dziadków dzieci na obiad. Młodsze dziecko ugotowało rosół, ja zrobiłam karkówkę w sosie pieczarkowym i kotlety schabowe, karkówka wyszla obłędnie,a kotlety tak sobie (mięso było twarde). Do tego bezalkoholowe wino, Rozmowa toczyła się na różne tematy, między innymi zeszła na problem dzietności. Ja, nie bacząc na obecność ojca eksmęża, wyraziłam zdanie, że chciałam mieć trzecie dziecko, ale mąż mnie zostawił i nie było z kim go wychowywać, więc plan się nie zrealizował, i pewnie są młode kobiety teraz w Polsce z tym samym problemem. Ot, jede...