Posty

karma

 Dzisiaj zawodowo zaliczyłam niemal zgon - dostałam kilka maili od audytora, odpowiedziałam na trzy i te trzy odpowiedzi tak strasznie wyczerpały mnie psychicznie, że myślałam przez pół dnia, że zemdleję. System nerwowy na granicy. Prawie miałam poczucie derealizacji i już, już bałam się, że za chwilę choroba wróci. Szef wypuścił mnie wcześniej z pracy. Najpierw ustawiłam telefon w tryb samolotowy, położyłam się do łóżka na półtorej godziny, potem coś zjadłam na wytrawnie, łyknęłam dwie tabletki Validolu, wypiłam kilka łyków melisy i poszłam do kosmetyczki na hennę i manicure. Na szczęście uczucie derealizacji przeszło. Wstawiłam pałki z kurczaka do piekarnika i zjedliśmy je z makaronem.  *** Napiszę coś kontrowersyjnego, o czym myślę od długiego czasu. Zemsta najlepiej smakuje na zimno, czasem najlepiej jest usiąść na brzegu rzeki i czekać. Moją następczynię przed wydarzeniami rozstaniowymi traktowałam jak siostrę i najlepszą przyjaciółkę, przy odejściu eks rozpadł się nie ty...

od kiedy jesteś blondynką?

oglądam sobie "mój" serial codzienny i kolejny raz dochodzę do wniosku, że czas w serialach płynie w sposób nadzwyczajny. Otóż w czasie jednego meczu jedni bohaterowie wzięli znienacka ślub w urzędzie po otrzymaniu telefonu od urzędnika o dostępnym terminie w czasie trwania tegoż meczu, zdążyli zwołać gości i wystroić się; nastąpiło pojednanie ojca z synem po uprzedniej głębokiej rozmowie tegoż ojca z trenerem, który dręczony wspomnieniami w czasie meczu zszedł z boiska; teściowa spotkała się w knajpie z synową i potem w biurze z mężem; synowa zdążyła pospacerować z partnerem i spotkać na mieście swoją przeciwniczkę. Czas w serialach jest z gumy, albo się nadzwyczajnie rozciąga, albo nadzwyczajnie skraca, szczególnie w czasie serialowych postępowań sądowych i kryminalnych, gdzie bach bach w ciągu jednego odcinka załatwiane jest całe postępowanie dowodowe, w dodatku sprawy kryminalne i problemy prawne wszystkich bohaterów prowadzi ten sam policjant i ten sam prawnik. Lubię tak...

Old Money Face

Lubię styl Old Money, mam nawet pół szafy (szaf, bo zagrabiłam szafę po opuszczającym eksmężu) w tym kierunku. Dzisiaj mignęło mi na fejsie, że nawet sposób starzenia się wyraźnie dzieli na na Rich Face i Old Money Face. Ten drugi typ to odejście od plastyki chirurgicznej i medycyny estetycznej (do tej pory słabo odróżniam) na rzecz - no cóż - po prostu naturalnego wyglądu. Ja do tej pory nie mogę zdecydować, czy starzeję się z godnością, czy bez godności. W pracy jaka piękna katastrofa, sama mam mgliste pojęcie jak z niej wybrnąć, właściwie tego pojęcia nie mam wcale, ale jadę jutrzejszym rankiem na konsultację i zobaczę, co zespół orzeknie. To mi mówi o moim zawodzie, że jestem jak "my, król, z Bożyj łaski" if you know what I mean.  Na blogu robię porządek - zgodnie z zaleceniami Google usuwam i dodaję na nowo linki w rubryce "Czytam", bo coś się nie aktualizuje od trzech tygodni, a przecież autorzy piszą nieustająco. Natomiast prespektywa na wydatki zimowe (ogrze...

Sztuka przez wielkie S

Obraz
 Niedziela, więc rano po kawie (na pusty oczywiście żołądek, obowiązkowo gorzka i czarna) joga. Nie wiem, jak kawa ma się do jogi, ale bez kawy nie umiem żyć. Na jodze dużo asan na nogi, uda mam nieco mocniejsze, niż gdy zaczynałam przygodę z jogą, ale wciąż nie są completely strong. Wady siedzącego trybu życia. Po jodze pojechałam na stację Orlenu, najpierw przy trasie, potem bliżej miejsca zamieszkania. Nie chciałam tankować, o nie, lecz szukałam kubków do kawy ze Sztuką przez wielkie S. Dostał mi się taki: Po jodze kąpiel, gorąca woda wypruła mnie z sił, więc ledwo żywa dałam dziecku obiad i zaległam. Jak doszłam do siebie, to obejrzałam ciurkiem trzy odcinki "Klary" i wstawiłam leczo. Leczo to absolutny szczyt moich możliwości kulinarnych. Czy wspominałam, że ostatnio przed biurem w szczelinach między kostką brukową wyrosły grzyby? To totalna wola życia. Tymczasem wczoraj była pełnia, księżyc pięknie zaprezentował mi się przed jednym z balkonów, wyniosłam więc teleobiekty...

Dawno Pani nie widziałem

Ostatnie miesiące to jakieś pomieszanie przeszłości z teraźniejszością, zaduma nad przemijającym czasem, uciekniętą młodością i tęsknota za życiem alternatywnym, które przecież wcale nie musiałoby się wydarzyć. Za bardzo w tym utknęłam. Dzisiaj piękne niebo, ciepło, w powietrzu owady latające nisko.  Rano wzięłam kąpiel z celebracyjnym myciem włosów. Potem zawiozłam stare szmaty na PSZOK i znowu poczułam, że jestem stąd, gdy pracownik PSZOK-u uśmiechnął się do mnie i powiedział: "Dawno Pani nie widziałem". Bardzo miłe. Potem pojechałam do przyjaciółki na szybką kawę. Otóż, albo mamy szybkie kawy do południa w niektóre soboty, albo czasem udaje jej się oderwać od trójki dzieci, męża, pracy zawodowej i budowy domu i wychodzimy na ciacho do prawilnej kawiarenki. Zawsze staram się przy wizytach domowych mieć jakieś słodkości dla jej dzieci, więc wcześniej wstąpiłam do dyskontu. Po powrocie dooglądałam powtórki serialu i skosiłam trawę. Łażenie z kosiarką poszło na konto dzisiejsz...

takie chwile, jak ta - jesiennie

 Wzięłam z półki "Ślepnąc od świateł". Trochę czytam to, trochę internety, trochę myślę i dyskutuję z AI. Byłam u kosmetyczki na kwasach i mam umówiony następny zabieg - polecony przez "moją" panią, ale nazwy zabiegu nie pamiętam. Zegar tyka, ja nadal podsumowuję przemijający czas. *** Życie mam (teraz) dobre, ale jakoś żal, że mogło ułożyć się w parze. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że romantyzm, młodzieńcze lektury, filmy o miłości i Disney zrobiły swoje w mojej głowie. Wiem, że jest sporo ludzi samotnych w związkach i niezadowolonych z nich, ale jakoś tęsknię za potencjałem tego, co by mogło być. Choć mam w głowie, że związek to nie tylko "i żyli długo i szczęśliwie", ale podniesiona klapa od kibla, czasem wtrącanie się w wydatki partnera, decyzje nie tylko, "czy musi być obiad dzisiaj", ale "co na obiad". Tęsknię za zżyciem się. Za znaniem się jak łyse konie. Natomiast czy weszłabym w związek z pierwszą napotkaną osobą, z którą dobr...

czas stanął w miejscu

Po aktywnym ogrodowo lecie mam wrażenie, że czas niemal stanął w miejscu. To znaczy widzę, że mija dzień za dniem, tylko nie spędzam już popołudni kosząc trawniki czy pieląc,  ciepłych wieczorów na tarasie, a jakby nagle w tym tygodniu zalała mnie fala wolnego po pracy czasu. Bo jedno dziecko "wyjechawszy", a drugie zajmuje się swoimi sprawami. Myślę o bliższym powrocie do czytania i to czegoś lepszego niż internetowe zapchajdziury.  Telewizja tak nie bawi, po obejrzeniu "mojego" serialu o 18 po prostu wyłączam telewizor i siedzę w tykaniu zegara. Za to wprawiłam się w treningowanie na bieżni i robienie "kroków" już mnie tak nie nudzi. Wcześniej (oczywiście w ciągu ostatnich miesiącach wolnych od L.) w takich momentach pojawiała się myśl o portalu randkowym, teraz ta idea nawet nie kiełkuje. Jestem za starą babą. Chyba wezmę się za ponowne czytanie książek z domowej biblioteczki.