karma
Dzisiaj zawodowo zaliczyłam niemal zgon - dostałam kilka maili od audytora, odpowiedziałam na trzy i te trzy odpowiedzi tak strasznie wyczerpały mnie psychicznie, że myślałam przez pół dnia, że zemdleję. System nerwowy na granicy. Prawie miałam poczucie derealizacji i już, już bałam się, że za chwilę choroba wróci. Szef wypuścił mnie wcześniej z pracy. Najpierw ustawiłam telefon w tryb samolotowy, położyłam się do łóżka na półtorej godziny, potem coś zjadłam na wytrawnie, łyknęłam dwie tabletki Validolu, wypiłam kilka łyków melisy i poszłam do kosmetyczki na hennę i manicure. Na szczęście uczucie derealizacji przeszło. Wstawiłam pałki z kurczaka do piekarnika i zjedliśmy je z makaronem. *** Napiszę coś kontrowersyjnego, o czym myślę od długiego czasu. Zemsta najlepiej smakuje na zimno, czasem najlepiej jest usiąść na brzegu rzeki i czekać. Moją następczynię przed wydarzeniami rozstaniowymi traktowałam jak siostrę i najlepszą przyjaciółkę, przy odejściu eks rozpadł się nie ty...