być sterem, żeglarzem i okrętem
Sprawy rodzinne, o których tu napisałam, przemyślałam. Przede wszystkim mam głęboką potrzebę korekty zachowania własnego do opowiadania członkom rodziny wyłącznie o informacjach błahych, typu jaki rodzaj kawy preferuję i który model zbieracza liści wybrałam, a także odsyłania po wieści o dorosłych dzieciach do tychże. Natomiast dalej po prostu puszczam lejce i daję rzeczom dziać się, ja się skupiam na pracy zawodowej i odpoczynku po pracy.
L. dzwoni średnio co trzy dni, nudzą mnie w sumie te rozmowy (a przecież jeszcze w zeszłym roku tak wyczekiwałam każdej) i nie jestem dla niego zbytnio miła. To ostatnie dla mnie zrozumiałe samo przez się, miał swój czas, gdy byłam skłonna do poświęceń; teraz posmakowałam bycia sobie "sterem, żeglarzem i okrętem", nawet dzisiaj w rozmowie z fryzjerką (odrosty) powiedziałam, że gdybym nie znała innego życia, a tylko życie w stadle, to pewnie z czułością podawałabym lekarstwo na zgagę, godziła się na łykanie sildenafilu i prała gacie. Romantyzowałabym związki i żyła przyzwyczajeniami do bycia w parze. A tak - mam, co mam. Niezamężne kobiety i żonaci mężczyźni żyją dłużej.
Ciuchowo oczadziałam, w ciągu ostatnich czterech tygodni nabyłam cztery kardigany i wymieniłam wszystkie majtki. Jestem z zakupów bardzo zadowolona, natomiast chcę zlikwidować konto na Vinted - wszystko, co tam kupiłam, w niedługim czasie wylądowało na PSZOK-u, stracona kasa. A niestety, portal podrzuca mi oferty praktycznie tylko tych osób, które wygrzebują szmaty z ciucholandów i jako "stan bardzo dobry", a nawet "nowe bez metki" sprzedają z marżą.
Oglądam "Klarę" - dobrnęłam do odcinka z początkiem terapii. Chaotyczna Kuna bardzo dobrze osadzona w roli. Ja zaczęłam się zastanawiać, kiedy terapeutycznie "zabiłam" rodziców, by pokochać ich od nowa. Dokładnie nie umiem określić daty, ale coś w tym stylu miało miejsce. Ostatnio próbowałam sobie przypomnieć moment, kiedy uznałam, że tata nie jest jednak bogiem, a ma wiedzę przeciętnego Janusza.
Masz piękny styl pisania, Twoje zdania są płynne, bez zbędnych wstawek i naprawdę przemyślane! Człowiek w ogóle się nie męczy czytając. A co do emocji i pokochania od nowa rodziców, to ja pamiętam szczególnie jedno coachingowe ćwiczenie z mojego weekendu zmiany, które było przełomowe myślę, czyli musiałam sobie wyobrazić moją prababcię, jak trzyma na rękach babcię zaraz po urodzeniu i tuli ją i zapewnia, że zawsze będzie przy niej, zawsze będzie ją kochać i wspierać, potem to samo z babcią po urodzeniu mojej mamy i z mamą po urodzeniu mnie. Dodatkowo miałam sobie wyobrazić te sceny w jakimś pozytywnym, ciepłym kolorze. I to jak wtedy mi łzy ciurkiem ciekły i jak lekko sie zrobiło na sercu nie umiem opisać! I myślę to był ten moment.
OdpowiedzUsuńPo prostu jestem spokojna wewnętrznie, dużo myślę i teksty na blogu najczęściej są przemyśleniami z kilku dni lub z całego dnia. U Ciebie styl pisania to ADHD. Ale lubię Cię czytać i podziwiam, jak potrafisz opisywać szczegóły.
UsuńJest to dobre ćwiczenie, w sumie moja babcia była sierotą i opiekowała sie nią macocha, mama była najstarszą siostrą i na niej spoczywała opieka nad pozostałym pięciorgiem rodzeństwa, coś w tym jest, że same nie zaznały wsparcia. Miałam tu kilka wpisów o złych stronach mojej mamy i mojego brata, ale przecież gdy byłam w psychozie, byli przy mnie, pomagali wtedy. Nic nie jest czarno-białe, jest wiele odcieni szarości. Spróbuję zrobić to ćwiczenie.
UsuńDzięki, a mnie własnie wnerwia to moje skupienie na szczegółach ;) I dlatego też często połowę z tego co planowałam napisać po prostu zdążę zapomnieć ;) A ćwiczenie spróbuj, bo może po prostu Tobie przynieść ulgę. Nie chodzi o to aby uznać czyny rodziców za dobre, czy ich wybielać, tylko aby zdjąć z nas samych ten emocjonalny ciężar. Bo na poziomie mentalnym nadal będziesz wiedzieć, że mają swoje złe strony tylko na poziomie emocjonalnym poczujesz zapewne ulgę. Ja po prostu chyba wtedy pozbyłam się żalu z powodu poczucia bycia niekochaną w dzieciństwie.
Usuń