czytałam ostatnio na jednym z blogów o przeniesieniu

i myślę, że właśnie ten mechanizm dopadł mnie w czasie mojej ostatniej wizyty na portalu randkowym. W sierpniu zdarzyło mi się wymienić kilka wiadomości z panem, który ukrywał swoją twarz za awatarem wygeneerowanym przez AI, jak twierdził, wstydził się dać zdjęcie w obawie przed rozpoznaniem przez znajomych (przecież to dowód najgorszego upodlenia mocno dorosłego człowieka szukać żony na portalu). Zdjęcia na moją prośbę nie chciał też przesłać. W opisie miał link do jakiegoś filmiku (dla mnie przypadkowego) o związkach oraz zdanie "under construction". Lat ponoć pięćdziesiąt jeden, nigdy w związku na tyle poważnym, by się choć zaręczyć. Dzieci brak. Pisał składnie i odwoływał się do Marka Hłaski, twierdził, że w zasadzie oczekuje cudu na tym portalu.  Nie byłam jednak zainteresowana.

Po trzech miesiącach ja odwiesiłam na moment konto na jedną godzinę, zagadałam do niego, czy cud nadszedł. Niestety, nie. Wymiana piłek i napisałam mu, że jest intrygującym rozmówcą, ale kiepsko rokuje na partnera, przede wszystkim na brak transparentności i doświadczenia związkowego i powołałam się na swoje doświadczenie z L., który w sumie poderwał mnie na swoje opowiadania, też był intrygującym interlokutorem, ale czy do życia razem? Pan się chyba obraził. Nie kontynuowałam dyskusji, bo zaraz konto skasowałam. Czy to było przeniesienie?

***

Dzień wykorzystany bardzo efektywnie, bo i zrobiłam rano zakupy, i posprzątałam liście z trawnika (wciąż jeszcze będą spadać następne), a potem ugotowałam i wydałam obiad dla dziadków moich dzieci. Teść się zwierzył, że po śmierci teściowej znalazł jej pamiętnik, w którym napisała tak: "ciekawe, co mnie pierwsze zabije: zastawka, czy stwardnienie? Jeśli ze stwardnieniem mam żyć jak warzywo, to wolę umrzeć".  


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

czy jestem osobą wysoko wrażliwą?

sierpniowy randek przypomniał sobie o mnie

co chatka, to zagadka