filmy, które się źle zestarzały
Czasem spędzenie czasu ze sobą ma wyższą wartość, niż rozrywka w szerszym gronie.
W sobotę obudziłam się dość wcześnie i tradycyjnie rozpoczęłam poranek od wypicia kilku kaw w łóżku. Przez okno zobaczyłam szron na dachu u sąsiada. Koło dziesiątej dostałam telefon z zaproszeniem na popołudniowy występ znajomego przyjaciółki, ale że miałam już w głowie dzień poukładany i zajęty, to niespecjalnie zapaliłam się do wyjścia. Nie wiem, jak długo przyjaciółka wiedziała o tym występie, ale zapraszanie mnie kilka godzin przed - z całym poszanowaniem jej osoby - potraktowałam jak zapychanie widowni naprędce sproszonymi gośćmi.
A zatem kawusie, czytanie i seriale. Dopiero przed czternastą wyszłam do ogródka sadzić tulipany. Ciepło (ponoć dwadzieścia stopni), słońce, niebieskie niebo, ulubiona muzyka. Po godzinie i wsadzeniu pięćdziesięciu cebulek byłam tak zasapana i spocona, że zarządziłam sobie przerwę. Po drugiej godzinie miałam posadzone drugie pięćdziesiąt cebulek tulipanów i dziesięć cebulek krokusów botanicznych (krokusy dostałam w gratisie). Przy okazji usunęłam dziką poziomkę, która sama przyszła do mnie z lasu i zaczęła zabierać przestrzeń innym "prawilnym" roślinom. Teraz pozostaje czekanie na wiosnę i, mam nadzieję, piękne efekty. A z prac ogrodowych sprzątanie liści - ale z tym czekam, aż przyjdzie mi zbieracz do liści i przymrozek, który sprawi, że wszystkie liście spadną z drzew, żebym nie musiała pracy wykonywać na raty. Choć jak się zastanowić, ruch w ogrodzie na świeżym powietrzu pewnie jest korzystniejszy dla zdrowia, niż spacery w zamkniętym pomieszczeniu na bieżni. A więc: grabienie liści do przemyślenia.
Wieczorem dooglądałam drugi sezon "Klary". Nawet zastanawiałam się nad telefonem do L., który chyba tydzień albo dwa temu pytał, czy coś oglądam (pewnie miał na myśli swoje streamingi, jak sądzę). Ale nie, nie będę tego ruchu wykonywała. L. sezon pierwszy i drugi zakończyl się definitywnie. Jak chce dowiedzieć się, czy korzystam z jego prezentów, albo musi sam sprawdzić, albo może temat wypłynie przy jakimś jego telefonie. Poza tym znowu zablokowałam mamę na Whatsapp. Już po poprzedniej blokadzie zachowywała się porządnie, przestała spamować linkami do artykułów, które podsuwa jej smartfon, a sama ich nie czyta, poprzestawała na wysyłaniu generowanych przez sztuczną inteligencję obrazków typu: "Miłej środy!", "Smacznej kawusi w sobotę!", "Bożego błogosławieństwa!" itd. Ale chyba zapomniała o poprzedniej lekcji i znowu w środku nocy zaczęła dzielić się przypadkowymi linkami. Nie po to usunęłam aplikację Facebooka z telefonu i wyciszyłam wszelkie powiadomienia, a telefon najczęściej trzymam wyciszony, żeby dawać się niepotrzebnie wprowadzać w stan napięcia.
Niedzielna joga nakierowana była na wygięcia przeciwne do kierunku garba, dosyć trudno mi było. Po jodze białkowe śniadanko i domowe SPA. W trakcie obejrzałam "Kochaj albo wróć", mam wrażenie, że Tunizja hepi Polanda kraj am am bejbi miziaju miziaju Margareta wydupcy tunezyjskiego narzeczonego bez mydła i pod pierwszym lepszym pozorem odstąpi od małżeństwa. I skończą się komentarze, że to Mohamed cwaniakuje, bo jest z nią tylko dla wizy. Obiad i ogródkowanie.
Na koniec opinia wyczytana w Internecie:
"Dla mnie takim obrazem dawnych lat, który wręcz fatalnie się zestarzał jest oczywiście "Kogel mogel". Luuudzie, młoda dziewucha wydana za mąż za faceta, który w ogóle jej nie interesuje i jest uwazana za mniej wartościową, bo NIE JEST SYNEM, a jej pragnienia zdobycia wyższego wykształcenia w mieście są uważane za fanaberie. I co? Kasia ucieka i wyswobadza się z objęć uciskającej rodziny, wyjeżdża do wieeeelkiej Warszawy, tam przez przypadek trafia na nobliwą panią, matkę niefrasobliwego wykładowcy akademickiego i szukając pracy wpada jak śliwka w kompot w sidła rodzinki wykładowcy i jego wielkopańskiej, wielce miastowej żony oraz ich rozpuszczonego jak dziadowski bicz syna - miastowego jedynaka. No i następuje piękne zderzenie dwóch światow - tego wiejskiego i mieszczańskiego, np. wtedy jak Kasia przygotowuje na imprezę jedzenie wg znanej jej zasady "Zastaw się,a postaw się", a pani Wolańska... myśli o paluszkach i herbacie ;))) I oni też traktują Kasie jak biedne dziewczę ze wsi, która jest jak służba dla mieszczuchów, a jej marzenia o studiach są problemem nawet dla Wolańskiego, który jest wykładowcą (!!!) I Kasia oczywiście studiuje pedagogikę i jej pracą też jest oczywiście opieka nad dzieckiem, bo czym innym mogłaby się zajmować...No a potem przypadkowo poznaje swoją wielką miłość, facet jest kochany, ale chce w związku decydować i tak czule ignoruje zdanie Kasi, przekomarzając się, że "jak ona czegoś nie chce, to po czasie zechce", no i na szczęście...Kasia - UPS, co za zaskoczenie - zachodzi w ciążę i już wszyscy zadowoleni, ojciec jej nie chce wydziedziczyć, matka oddycha z ulgą, a i co najważniejsze mąż zadowolony (!!!). Skończyły się fanaberie, ambicje idą w kąt i wszyscy są zadowoleni, poza jedną Kasią, która płacze po wieściach o ciąży, ale nikt jej o to co myśli, nie pyta ;)))
Jaki to jest smutny obraz lat minionych, to szkoda gadać. Jak życie młodej kobiety jest sprowadzane do jednego, ma apodyktycznego ojca, a potem nie lepszego męża, jest mało wartościowa dla gospodarki, bo jest kobietą, ale zaczyna być wartościowa jak zachodzi w ciąże, bo będzie przydatna... Bo może syna urodzi (!!!)
I generalnie Kasia jest upupiana NA KAZDYM KROKU - najpierw przez rodziców, a zwłaszcza ojca; potem przez wielkopańskich mieszczuchowatych Wolańskich, a w końcu męża. Nawet koledzy seksistowsko z niej żartują, że może docent ją podrywa, a pani w akademiku wyzywa od głupich i nieogarniętych. Przecież to idzie się załamać, jak ona jest przedstawiana. Od kilku lat krytykuje się ten film i mam też przekonanie, że za 10 lat to już w ogóle będzie paździerz, którego oglądanie będzie sprawiać, że człowiek zgrzyta zębami."


Komentarze
Prześlij komentarz
Po kilku miesiącach przerwy ponownie włączam możliwość komentowania.
Tamta decyzja była świadoma — potrzebowałam ciszy i przestrzeni dla siebie po zakończeniu związku, którego końcowy etap to trudne doświadczenia z osobą popadającą coraz głębiej w nałóg.
Dziś jestem w innym miejscu, dlatego wracam do dialogu.
Jeśli chcesz coś tu zostawić — opinię, refleksję, swoje doświadczenie — będzie mi miło.
Zostawiam sobie jednocześnie prawo do moderowania tej przestrzeni tak, żeby pozostała bezpieczna i sensowna.
Proszę , zostaw swój komentarz podpisany.