Posty

jednak sprzątam liście

Zbieracz do liści - tak se. Gadżet, lepiej zbiera mi się liście z trawnika kosiarką.  Pracuję małymi kroczkami, bo i od listopada wywóz bioodpadów rzadszy, zaledwie raz na miesiąc, mam ponad trzy tygodnie do następnego terminu. Doszłam do wniosku, że jeże znajdą schronienie w lesie, do którego od brzegu podwórka mam troszkę ponad dwadzieścia metrów. Od schylania i grabienia serce biło mi szybko, uzbierałam cztery worki, ale jeszcze wysprzątanie do czysta przede mną. Zresztą, ostatki liści z klonu polnego jeszcze na drzewie, a z brzóz w ogóle mało co spadło. Jutro wolny dzień, ale będę zajęta obiadem dla dziadków, w niedzielę Wszystkich Świętych i nie za bardzo wypada. Zresztą w mojej rodzinie pochodzenia wierzy się, że we Wszystkich Świętych plączą się po ziemi dusze i w związku z tym nie powinno się wykonywać gwałtowych ruchów, bo taką duszę nieuważnie można "zebrać". Nawet siadając na krzesło powinno się na nie najpierw dmuchnąć, żeby usunąć siedzącą być może na nim duszę. ...

przemyślenia

Przejrzałam wpisy sprzed roku plus z ostatniego kwartału. W stosunku do zeszłego roku zmiana nastawienia do związków o sto osiemdziesiąt stopni, przynajmniej w stosunku do tego, co oficjalnie pisałam, bo z tego co w głębi duszy myślałam, już wtedy miałam poważne wątpliwości, czy chcę zmieniać swoje życie. Ale jednak jakaś część mnie żyła nadzieją na bycie w parze. Teraz mam to, co lubię, bez zmiany trybu życia, poświęcania się i utraty całkowitej wolności - atencję i potencjał relacji.  *** Widzę też ruch na starym blogu. Wiele bym dała, by w czasie, gdy go pisałam i przechodziłam przez rozstanie i rozwód, było w sieci dostępnych tyle, co teraz materiałów o związkach, odpowiedzialności za zdradę, zachowaniach porzucających. Gdy ja sama metodą studiów wielu książek i rozmyślań latami dochodziłam do pewnych wniosków, teraz są one podawane w formie zwięzłych wpisów, rolek, postów czy też całych youtubowych dyskusji w tych tematach. Źródłem mojej depresji było między innymi zrzucenie p...

w sobotę

wieczór spędzałam sama, jako że dziecko pojechało do ojca oglądać z nim mecz i Eurowizję, więc w tak zwanym międzyczasie odwiesiłam na moment konto na portalu randkowym. Skonstatowałam jednak, że mimo upływu trzech miesięcy od ostatniej mojej bytności tam nic się na nim nie zmieniło, dalej niektóre twarze i nicki te same, co szesnaście lat temu (odniosłam wrażenie, że niektórzy nawet zdjęć nie zmienili), a ci, którzy czekali na cud, nadal cudu się nie doczekali. Ci, którzy zaniżali swój wiek, dalej swój wiek zaniżali. Rozejrzałam się, skasowałam konto. We wtorek polazłam do kina na "Diabły" ("Devils"). Tytuł wybrałam tylko dlatego, że ponoć pięćdziesiąt lat był to film zakazany; natomiast w świetle obecnej wiedzy o kościele i psychiatrii nie wydał mi się zbyt szokujący. No ale od jego nakręcenia minęło pół wieku, świat i podejście do kościoła kompletnie się zmieniło.  Wcześniej byłam w galerii handlowej, nabyłam kardigan w TK Maxx i kilka par majtek w Pepco. Ale głó...

"Junior Eurovision"/szukam oznak dziadzienia

Obraz
W sobotę obejrzałam "Junior Eurovision" i bardzo spodobały mi się wystąpienia, choć zwycięska piosenka nie była moim faworytem. Cóż, lubię piosenki w określonym stylu i dlatego w internetowym głosowaniu opowiedziałam się z Holandią, Gruzją i patriotycznie za Polską (choć po oddaniu głosów stwierdziłam, że powinnam była ostatni głos oddać Portugalii). Lubię więc piosenki a la festiwal San Remo, niespokojne dusze i w duchu gospel. "Vivere d'amore e felicita" w pętli całą niedzielę. W niedzielę chciałam zacząć oglądać stare odcinki "Sex and the city", ale po zaledwie dwóch doszłam do wniosku, że te rozkminy bohaterek zwyczajnie mnie nudzą i nie interesują, że nie ma w nich nic odkrywczego. Wyrosłam z wieku randkowania, obecnie jak sobie pomyślę, że miałabym partnerowi robić loda, to mi się słabo robi. Zresztą, wyszłam za mąż zaraz po studiach, więc cała ta nagonka na poszukiwanie tego jedynego po trzydziestce mnie ominęła. Jedyna konstatacja - to, co dzia...

"mój mąż z zawodu jest dyrektorem"

Mimo że w tym miejscu nie poruszam tematu polityki, to jednak coś tam na bieżąco śledzę sytuację i bardzo spodobało mi się odrzucenie ustawy znoszącej dwukadancyjność we władzach samorządowych. Popieram limit. Dawno, dawno temu na lekcjach WOS-u padło twierdzenie, że po 10 latach bycia we władzach rodzą się układy i powiązania, które bardzo trudno zwalczyć. Co widać w lokalnych strukturach władzy pobliskiego, byłego miasta wojewódzkiego, gdzie główny samorządowiec i kilka osób z nim związanym ma postawione zarzuty prokuratorskie, na zdjęciacj pojawia się z czarną opaską na oczach, tenże samorządowiec został pozbawiony prawa wejścia do miejsca pracy, a niedługo ma się odbyć referendum w sprawie jego odwołania.  Pasowałoby jeszcze ograniczyć kadencyjność posłów i senatorów. *** Dzień bardzo spokojny, w sumie zajmowalam się tylko pracą, a w przerwach zrobiłam pranie i wstawiłam zmywarkę.

to twoje marzenie, mamo

Rozmawiałam dzisiaj z mamą. Znowu przekonywała mnie, bym uzyskała pewne państwowe uprawnienia. - To twoje marzenie, nie moje. Dlaczego ja mam je spełniać? Sama idź na ten egzamin. Już zrobiłam 12 lat temu inne uprawnienia państwowe i gówno mi to dało - odpowiedziałam. - Tak, gówno jej to dało - potwierdziła osoba obecna przy rozmowie.  Mama nic nie odpowiedziała. Po południu dzwonił L. opowiedzieć o wynikach badań, w szczególności o tym, że jego zdrowa wątroba według słów lekarza wskazuje na brak picia. - Nie byłam obecna przy tym, jak lekarz to powiedział, to dlaczego mam uwierzyć, że to prawda? Zwłaszcza, że chwalił się kiedyś, że przed badaniami wstępnymi do poprzedniej pracy łykał coś, by poprawić wyniki wątrobowe. - powiedziałam relacjonując rozmowę synowi. Potem zrobiłam kroki, obejrzałam "Pierwszą miłość" i "Chłopaków do wzięcia", w międzyczasie zaczęłam chować letnie ubrania i wyciągać swetry. P.S. Jak przeczytałam komentarze na Pudelku pod artykułem o wyrok...

mistrz ciętej riposty

Dzisiaj skończyłam pracę nad plikami wsadowymi i ich analizą dla audytora, pozostaje wysłanie wyników i mam nadzieję akceptacja. Teraz dopiero spojrzałam na papiery położone na moim biurku przez szefa i zdziwiłam się, że w czasie, gdy byłam na zdalnej pracy, był u mnie klient niewidziany od pół roku. A jednak dorosłość ma to do siebie, że nikt cię nie informuje, tylko samemu trzeba się umieć zorientować w sytuacji.   Wczoraj dzwonił L. akurat wtedy, gdy szykowałam się do pracy (jedną z zalet mojego szefa jest to, że nie wymaga restrykcyjnego pilnowania godzin obecności w biurze) i zamiast być przy komputerze, dopiero urzędowałam we własnej łazience. Oddzwoniłam dzisiaj, nie byłam dla niego zbytnio miła: na jego uwagę w sprawie używania Chata GPT, że myślał, że analizuję nim jakieś swoje psychologiczne rozkminy, odpowiedziałam, że odkąd nie jestem z nim, nie mam psychologicznych rozkmin. Rzadko jestem mistrzem ciętej riposty, ale to  - uważam - udało mi się.  Dzisiaj ...

filmy, które się źle zestarzały

Obraz
Czasem spędzenie czasu ze sobą ma wyższą wartość, niż rozrywka w szerszym gronie. W sobotę obudziłam się dość wcześnie i tradycyjnie rozpoczęłam poranek od wypicia kilku kaw w łóżku. Przez okno zobaczyłam szron na dachu u sąsiada. Koło dziesiątej dostałam telefon z zaproszeniem na popołudniowy występ znajomego przyjaciółki, ale że miałam już w głowie dzień poukładany i zajęty, to niespecjalnie zapaliłam się do wyjścia. Nie wiem, jak długo przyjaciółka wiedziała o tym występie, ale zapraszanie mnie kilka godzin przed - z całym poszanowaniem jej osoby - potraktowałam jak zapychanie widowni naprędce sproszonymi gośćmi.  A zatem kawusie, czytanie i seriale. Dopiero przed czternastą wyszłam do ogródka sadzić tulipany. Ciepło (ponoć dwadzieścia stopni), słońce, niebieskie niebo, ulubiona muzyka. Po godzinie i wsadzeniu pięćdziesięciu cebulek byłam tak zasapana i spocona, że zarządziłam sobie przerwę. Po drugiej godzinie miałam posadzone drugie pięćdziesiąt cebulek tulipanów i dziesięć ce...

dzień szefa

Sama czuję sie swoim szefem. Pracuję na etacie, a jednak mam swobodę organizowania sobie pracy, oczywiście w granicach określonych prawem.  Dzisiaj zawodowo oraz w nadgodzinach dzień poświęcony analizie danych klienta, zarówno bieżących, jak i tych poddawanych audytowi. Nadgodziny z łóżka głównie w czasie oglądania "Klary". Oczywiście wspomagam się sztuczną inteligencją, a mam do porównania i wyciągnięcia wniosków kilkadziesiąty tysięcy wierszy w pięciu arkuszach, więc bez AI nie wiem, jak dałabym radę i jak długo by to trwało. Praca z AI polega na tym, że ja zupełnie nienerdowskimi określeniami piszę do Chata, co bym chciała, żeby zrobił z danymi, klikam "enter", czekam jakiś czas, oglądam wynik i powtarzam procedurę. Właśnie po godzinie oczekiwania na kolejny rezultat, Chat odpisał mi "przekroczono limit odpowiedzi. Powtórz polecenie". Poza tym zrobiłam kroki i pranie, obejrzałam serial i otworzyłam wino bezalkoholowe,  ponoć niskokaloryczne. Z wolnego c...

dopamina

W trosce o nadmierne zalewanie mózgu bodźcami, usunęłam z telefonu aplikację Facebooka. Konto na nim dalej mam, ale wchodzę wyłącznie z komputera. Nagle jakby przestały zalewać mnie zewsząd wiadomości o niczym. Skasowałam też konto na Vinted i skończyło sie odruchowe klikanie na tę stronę. Znowu stykam się z nowoczesnością. Otóż, w pobliskiej galerii handlowej wyremontowano i powiększono Zarę. Idę sobie odebrać tam paczkę z zakupu online, a tu szok! Zero obsługi człowieczej, za to skanowanie kodów QR i roboty wydające przesyłki. Zakup nie pasował, pojechałam oddać. A tu znowu skanowanie kodu QR i komputery. Z czymś takim spotkałam się w Hadze, gdy latałam do L. Wow, moje powiatowe miasto goni Europę. Sklep ze trzy razy większy, a zostało chyba trzy czwarte dotychczasowej obsługi.  Z nowoczesnością stykam się też zawodowo - od rana dzisiaj siedziałam nad pięcioma zestawieniami, próbując z nich wyłuskać dane dla audytora. Męczy się człowiek Miron męczy znów jest zeń słów niepotraf ni...

być sterem, żeglarzem i okrętem

Sprawy rodzinne, o których tu napisałam, przemyślałam. Przede wszystkim mam głęboką potrzebę korekty zachowania własnego do opowiadania członkom rodziny wyłącznie o informacjach błahych, typu jaki rodzaj kawy preferuję i który model zbieracza liści wybrałam, a także odsyłania po wieści o dorosłych dzieciach do tychże. Natomiast dalej po prostu puszczam lejce i daję rzeczom dziać się, ja się skupiam na pracy zawodowej i odpoczynku po pracy. L. dzwoni średnio co trzy dni, nudzą mnie w sumie te rozmowy (a przecież jeszcze w zeszłym roku tak wyczekiwałam każdej) i nie jestem dla niego zbytnio miła. To ostatnie dla mnie zrozumiałe samo przez się, miał swój czas, gdy byłam skłonna do poświęceń; teraz posmakowałam bycia sobie "sterem, żeglarzem i okrętem", nawet dzisiaj w rozmowie z fryzjerką (odrosty) powiedziałam, że gdybym nie znała innego życia, a tylko życie w stadle, to pewnie z czułością podawałabym lekarstwo na zgagę, godziła się na łykanie sildenafilu i prała gacie. Romanty...

tulipany botaniczne i Darwina

Obraz
Otóż przeglądałam sobie głupotki na Instagramie i zdarzyło mi się wyłuskać ciekawostkę. Że tulipany obecnie są hodowane tak, że cebulki zazwyczaj nie kwitną na drugi rok, to wiedziałam. Ale że można (i należy) dla wieloletnich efektów sadzić tulipany botaniczne i Darwina, to jest dla mnie totalna nowość. Zamówiłam od razu po dwadzieścia sztuk w pięciu kolorach i w głowie szukam miejsca w ogrodzie, by je wsadzić. Ogród zdaje się mieć powierzchnię magiczną, bo przyjmie prawie wszystkie rośliny. Czytelniczo jestem w trakcie "Miłość nie istnieje" Tomasza Szlendaka, co prawda dopiero w połowie, ale autor jakby siedzi w mojej głowie, mimo że ja reprezentuję pokolenie po domyślnej reprodukcji, a nie szukającej partnera/partnerki do tego zadania. Dalej na półce mam "Przepraszam za brzydkie pismo". O tej książce już tyle razy czytałam, że wreszcie uznałam, że nadszedł na nią czas. Rano byłam na jodze. O ile w miarę przyzwoicie skręcam się w lewo i prawo, to wygięcia do tyłu ...

co chatka, to zagadka

"Co chatka, to zagadka" myślę sobie, dotyczy to - jak mam wrażenie - mnie i wszystkich dookoła. Mając wybór, wybieram nie być ofiarą cudzych zachowań i nie wstydzić się tego, że jestem ich ofiarą (a my Polacy mamy mentalność szczególnie nastawioną na obwinianie ofiary), co oczywiście nie oznacza, że będę dalej tolerować cudze zachowania i nie stawiać granic. Czasem czuję sie niesprawiedliwie osądzona, ale pewnie ja też - niesprawiedliwie - osądzam. Czasem działam nieprzemyślanie i impulsywnie, czasem wychodzi na to, że impulsy kierowały mną słusznie.  Jest pizza sygnowana przez Księżula w Żabce, dziecko odmawia, zakazuje kupna i twierdzi, że to ta sama pizza, którą zwykle tam kupuje, tyle, że droższa i w innym, sygnowanym "Muala", opakowaniu. A może jednak, choć z tej samej fabryki mrożonek, trochę inna, na przykład cięższa, bo ma więcej kalorii? Tak przy okazji: dziecko mnie rozbawia rozpoznając w czasie skakania po kanałach tureckie seriale "po jednej nutce...

coś mi się stało

Obraz
 coś mi się stało, bo przestałam wierzyć we wróżby, a zaczęłam we wszystkim widzieć schematy. Podejście od lat miałam dualistyczne, bo z jednej strony śmiałam się z wróżb w gazetach i portalach internetowych (no bo jak to by nagle wszystkie Byki czy Wodniki w danym okresie miały doświadczyć jednakowego losu?), z drugiej strony od czasu do czasu dawałam sobie postawić karty. Nawet myślę, że muszę się przyznać, że w jakiś sposób tarot mną powodował, bo uwierzyłam w kilka z nich. Co do jednej z wczesnej młodości do tej pory mam wątpliwości (była stawiana z klasycznych kart): zapamiętałam, że będę miała dwóch kandydatów na męża, ciemnego i blondyna, a reszta facetów to taka, że buzi w czółko i kopa w tyłek. Dwóch chłopaków myślało o mnie w kategoriach żony, z jednym doszło do ślubu. Inni: pojawiali się na jakiś czas i faktycznie, buzi i do widzenia, a częściej do widzenia bez buzi. Ale czy wróżba się sprawdziła na całe życie? O tym będę mogła pomyśleć, jeśli zdążę, na łóżu śmierci. Ter...

czy jestem osobą wysoko wrażliwą?

 Znalazłam rolki z takimi pytaniami: Łzy przychodzą same – przy reklamie, piosence, czy czyimś smutku. (tak) Hałas w domu męczy Cię bardziej niż sam dzień pracy. (w ogóle hałas mnie męczy, dlatego jak tylko nadarzya się możliwość, przeszłam na pracę hybrydową ze względu na hałasy w biurze) Wchodzisz do pokoju i od razu czujesz, że „coś wisi w powietrzu”. (wydaje mi się, że tak) Mocne perfumy albo ostre światło w sklepie dosłownie Cię wyczerpują. (nie bardzo) Po dniu pełnym ludzi potrzebujesz ciszy jak powietrza. (tak) Długo przeżywasz rozmowę, którą inni już dawno zapomnieli. (tak) Nie znosisz decyzji „na już”, pod presją. (raczej nie lubię działać "na już" pod presją) Nie możesz oglądać przemocy, nawet w filmie. (tak) Masz silną intuicję – często wiesz, co czuje druga osoba, zanim cokolwiek powie. (tak mi się wydaje) Po kilku godzinach z ludźmi marzysz o ciszy. (tak) Od razu słyszysz, kiedy ktoś zmienia ton głosu. (tak) Potrafisz długo myśleć o jednym zdaniu z rozmowy. (tak)...

sierpniowy randek przypomniał sobie o mnie

 i dzwonił godzinę temu. Mając w perspektywie związanie się emocjonalne z człowiekiem, który chciał mi pokazać miejscową czakrę i utrzymuje się ze stawiania horoskopów wedyjskich, a przede wszystkim oszukał mnie co do swojego wieku - odbił się od ściany przekierowania do skrzynki głosowej. Może wymagam od miłości tabelek jak w Excelu, ale jak to powiedziała sędzia na rozprawie o alimenty: "miłości pan do garnka nie włożysz". Poza tym jestem starą babą i nie bardzo już mi się chce. Jak śpiewa Sombr "my body isn't ready". *** Dzieckom dałam zadanie na weekend porównania danych porozbijanych na pięć arkuszy excelowskich, zrobiłam to niby Chatem GPT, ale nie umiem sprawdzić, czy mnie nie oszukał, a sumy mi się nie zgadzają. ***  Wyciągnęłam z auta okulary. Do tej pory używałam ich wyłącznie do kierowania samochodem, ale stwierdziałam, że skoro mam zapisane, to powinnam nosić na co dzień. Na fali poszłam po skierowanie do okulisty, możliwy termin wizyty w mojej przyc...

"Lalka" Kawalskiego

Dzisiaj wzięłam dzień urlopu, by pójść sobie do kina na "Lalkę" Kawalskiego. Film trwa prawie trzy godziny, doszłam więc do wniosku, że będzie to wydarzenie dnia i nie zaplanowałam nic innego. Prawie cały film płakałam. Dzień wcześniej wieczorem wyłączyłam budzik, a rano przed ósmą włączyłam w telefonie tryb samolotowy. Nie chciałam nawet widzieć, że ktokolwiek próbuje do mnie dzwonić.  Na marginesie: po raz milion pieńcet sto dziewieńcet doszłam do wniosku, że bardzo chciałabym pracować w wybranych przez siebie godzinach (a najlepiej w ogóle zrezygnować z pracy). Kochane pieniążki przyślijcie rodzice! Kolega z pracy, którego zaprosiłam na kawę pięć tygodni temu, raczej nie nadaje się do randkowania - obserwuję jego Facebooka, na którym publikuje posty i filmiki typu: "Jest spora różnica między poddaniem się, a podjęciem decyzji, że wreszcie masz dość" oraz "Prawda jest taka, że każdy ból przynosi lekcję". Osobiście nie mam odwagi, by publicznie pod własny...

karma

 Dzisiaj zawodowo zaliczyłam niemal zgon - dostałam kilka maili od audytora, odpowiedziałam na trzy i te trzy odpowiedzi tak strasznie wyczerpały mnie psychicznie, że myślałam przez pół dnia, że zemdleję. System nerwowy na granicy. Prawie miałam poczucie derealizacji i już, już bałam się, że za chwilę choroba wróci. Szef wypuścił mnie wcześniej z pracy. Najpierw ustawiłam telefon w tryb samolotowy, położyłam się do łóżka na półtorej godziny, potem coś zjadłam na wytrawnie, łyknęłam dwie tabletki Validolu, wypiłam kilka łyków melisy i poszłam do kosmetyczki na hennę i manicure. Na szczęście uczucie derealizacji przeszło. Wstawiłam pałki z kurczaka do piekarnika i zjedliśmy je z makaronem.  *** Napiszę coś kontrowersyjnego, o czym myślę od długiego czasu. Zemsta najlepiej smakuje na zimno, czasem najlepiej jest usiąść na brzegu rzeki i czekać. Moją następczynię przed wydarzeniami rozstaniowymi traktowałam jak siostrę i najlepszą przyjaciółkę, przy odejściu eks rozpadł się nie ty...

od kiedy jesteś blondynką?

oglądam sobie "mój" serial codzienny i kolejny raz dochodzę do wniosku, że czas w serialach płynie w sposób nadzwyczajny. Otóż w czasie jednego meczu jedni bohaterowie wzięli znienacka ślub w urzędzie po otrzymaniu telefonu od urzędnika o dostępnym terminie w czasie trwania tegoż meczu, zdążyli zwołać gości i wystroić się; nastąpiło pojednanie ojca z synem po uprzedniej głębokiej rozmowie tegoż ojca z trenerem, który dręczony wspomnieniami w czasie meczu zszedł z boiska; teściowa spotkała się w knajpie z synową i potem w biurze z mężem; synowa zdążyła pospacerować z partnerem i spotkać na mieście swoją przeciwniczkę. Czas w serialach jest z gumy, albo się nadzwyczajnie rozciąga, albo nadzwyczajnie skraca, szczególnie w czasie serialowych postępowań sądowych i kryminalnych, gdzie bach bach w ciągu jednego odcinka załatwiane jest całe postępowanie dowodowe, w dodatku sprawy kryminalne i problemy prawne wszystkich bohaterów prowadzi ten sam policjant i ten sam prawnik. Lubię tak...

Old Money Face

Lubię styl Old Money, mam nawet pół szafy (szaf, bo zagrabiłam szafę po opuszczającym eksmężu) w tym kierunku. Dzisiaj mignęło mi na fejsie, że nawet sposób starzenia się wyraźnie dzieli na na Rich Face i Old Money Face. Ten drugi typ to odejście od plastyki chirurgicznej i medycyny estetycznej (do tej pory słabo odróżniam) na rzecz - no cóż - po prostu naturalnego wyglądu. Ja do tej pory nie mogę zdecydować, czy starzeję się z godnością, czy bez godności. W pracy jaka piękna katastrofa, sama mam mgliste pojęcie jak z niej wybrnąć, właściwie tego pojęcia nie mam wcale, ale jadę jutrzejszym rankiem na konsultację i zobaczę, co zespół orzeknie. To mi mówi o moim zawodzie, że jestem jak "my, król, z Bożyj łaski" if you know what I mean.  Na blogu robię porządek - zgodnie z zaleceniami Google usuwam i dodaję na nowo linki w rubryce "Czytam", bo coś się nie aktualizuje od trzech tygodni, a przecież autorzy piszą nieustająco. Natomiast prespektywa na wydatki zimowe (ogrze...